sobota, 21 stycznia 2017

Ludzie teksty piszą - Esej o egoizmie i hipokryzji kobiet w relacjach damsko-męskich.


Często znajomi kontaktują się ze mną i pytają - Opublikujesz mój tekst na swoim blogu? Zazwyczaj zmuszony jestem odmówić, bo tematyka do dupy, składnia daleka od idealnej, albo najprościej w świecie kogoś nie lubię. Dziś robię miły wyjątek. Przedstawiam wam tekst mojego kumpla, który napisał kilka słów o relacja damsko-męskich. I muszę przyznać, że się nie patyczkuje. Enjoy!!!

    



    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie mam tu zamiaru niczego, ani nikogo generalizować, są to moje subiektywne odczucia. To, co pisze nie musi się całkowicie odnosić do jednej osoby, ale może część? Same w głębi siebie stwierdzicie, czy ten tekst się do was osobiście odnosi, czy nie.
Uwaga! Będą pojawiały się nie do końca cenzuralne zwroty.

    Moje piękne panie, jesteście samolubne i egoistyczne czasami do granic możliwości, a jeszcze do tego jesteście hipokrytkami. Uważacie, że w relacji damsko-męskiej wszystko wam się należy, a same czasami idziecie po najmniejszej linii oporu.

    Kiedy ostatnio kupiłaś partnerowi piwo? A kiedy on Ci kupił kwiaty, czekoladki, czy cokolwiek innego? Kiedy ostatnio zadzwoniłaś do niego wieczorem pogadać? A kiedy on zadzwonił? Kiedy zrobiłaś mu ostatnio relaksujący masaż? A kiedy on ostatnio zrobił Ci relaksujący masaż? Kiedy zaspokoiłaś ostatnio swojego faceta? (Nie, nie mówię, tu o orgazmie, to naprawdę nie jest zbyt trudne, ale jakie to było jakościowo i ile w to włożyłaś uczucia, żeby jemu było dobrze).A jak często Twój cały wieczór stara się zaspokoić tylko Ciebie?

   Jakim cudem w poważnym związku, gdzie dwie osoby mówią, że się kochają, okazywanie miłości przez faceta we wszelaki sposób, czy cielesny czy mentalny jest czymś oczywistym i na porządku dziennym, a u kobiet jest często przykrym obowiązkiem? Czemu troszczenie się o potrzeby kobiety jest jakimś sposobem wpisane w zachowanie mężczyzn, a kobiety wtedy myślą o sobie, a nie o tym, czego potrzebuje jej ukochany? Przeprowadzając wiele rozmów z koleżankami na temat ich facetów zauważyłem jedną rzecz, mianowicie facet miał je akceptować takie, jakie są, a sam miał się dla nich zmieniać i dopasowywać do ich potrzeb, a jak facet napomknie, że coś mu się nie podoba, to jest wielki krzyk, że jakim prawem on chce ją zmieniać. Zaraz! Coś poszło nie tak w tym wszystkim. Czy to nie obie osoby powinny pracować nad związkiem? Na głowie faceta jest to, żeby zadzwonić, żeby zrobić romantyczną kolacje, ustawić wypad do kina, zabrać dziewczynę do klubu potańczyć i tam oczywiście postawić jej drinka. Ja nie neguje tego wszystkiego jako złe, sam lubię to robić. Ale czy to nie obie osoby powinny się o takie rzeczy zatroszczyć? Tymczasem kobiety oczekują tego, im się to należy.

    Kolejna dziedzina w związku gdzie dajecie całkowity popis hipokryzji i egoizmu to sprawy łóżkowe. Gra wstępna może się zacząć już przez smsy, gdy się jeszcze nie widzicie. Lubię wysyłać różnego rodzaju romantyczne lub czasami wypełnione podtekstami smsy, zawierające historyjki o tym, co z dziewczyną chciałbym zrobić . Chce budować napięcie, namiętność, podniecenie, wiem, że dziewczyny takie coś lubią, ja z reszta też. Tymczasem, kiedy poprosiłem o to moją dziewczynę, jedną… drugą… Bo one tak nie umieją… Super! Ja też czasami nad jednym smsem siedzę pół godziny, żeby był fajny. A one nawet nie raczyły spróbować sklecić dwóch zdań, „bo nie”! Jak często słyszy się, że facet nie zaspokaja swojej kobiety, że nie daje jej orgazmów itd., ale czy wy kobiety staracie się zaspokoić swoich facetów? Jak już pisałem, orgazm u faceta to nie jest oznaka tego, że jest zaspokojony. Jeśli by chodziło o sam fakt orgazmu, to każdy facet daje sobie z tym rade sam. Nawet często nie widziałem próby zaspokojenia potrzeby faceta przez właśnie takie małe coś, jak sprośny sms, a co tu mówić o innych rzeczach. Ile w Internecie jest memów pod tytułem „odpierdalam jakiś szajs żeby zaruchać”? Tak to właśnie wygląda, mamy zrobić atmosferę, zapalić świeczki, puścić muzykę, zrobić masaż, najlepiej żeby to było poprzedzone jakąś kolacją, albo randką zorganizowaną przez nas. A dziewczyna po tym wszystkim łaskawie „rozstawi nogi”. Szczerze? Po moim pierwszym razie zastanawiałem się, co w tym wszystkim jest takiego fajnego. To faktycznie tak wyglądało: w cholerę długa gra wstępna, w której to ja byłem aktywny, a partnerka prawie, że bierna, a potem ona rozstawiała nogi… i? Tutaj są kolejne rzeczy, które spadają na faceta. Facet ma myśleć o zabezpieczeniu, facet ma myśleć o tym żeby użyć lubrykanta nawilżającego, o tym żeby sprawić przyjemność kobiecie i sobie. Tymczasem kobieta… no cóż, spełniła swój święty obowiązek, rozstawiła nogi! Ja się starałem, żeby jej było jak najprzyjemniej, kochałem ją, to było moje okazanie miłości, a jak to wygląda z drugiej strony? Jaki jest problem? Przecież doszedłem, to na co narzekam! Czasami wiedza kobiet o strefach erogennych facetów ogranicza się do tego, że jest penis. Ja sam z miejsca jestem wymienić wiele stref erogennych u kobiet, sposoby jak się tymi miejscami zajmować, doszkalałem się w tym temacie z różnych artykułów, źródeł i z własnych eksperymentów. Tymczasem kobiety? Nawet nie do końca wiedzą, co z tym penisem… no jak jest w środku i się porusza to facet dochodzi… żenada. Czy są zainteresowane jak zajmować się tymi miejscami? Rzadko, zazwyczaj mówią, że to obrzydliwe i niehigieniczne (nie, to nie są zdania starych babć, kobiet wychowanych w czasach władzy kleru, to słowa młodych dziewczyn i to całkiem często wypowiadana opinia.)

    I tu pojawia się chyba największy egoizm i hipokryzja. Seks oralny, dla facetów zrobienie dobrze językiem dziewczynie podczas gry wstępnej jest czymś klasycznym, stałym elementem, również palcami, albo połączeniem obu technik. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł pominąć tak przyjemny dla kobiety element podczas jej zaspokajania. Kocham ją i chce sprawić jej największa przyjemność. Tymczasem jak to wygląda z drugiej strony? Argument obrzydzenia i/lub niehigieniczności jest stały albo po prostu uważają, że szanują się na tyle, żeby tego nie robić. Serio? Sprawianie swojemu facetowi, czasami wybrankowi na całe życie przeogromnej przyjemności płynącej z seksu oralnego jest obrzydliwe? Uwłacza godności? W życiu bym nie pomyślał w ten sposób o mojej kobiecie. Czasami zdarzało mi się słyszeć od dziewczyny tonem jakby ją prowadzili na ścięcie, że teraz ona musi mi się odwdzięczyć, bo ja jej dałem orgazm. Potem z wielką niechęcią zaczyna mnie zaspokajać, od niechcenia, najlepiej jedną czy dwoma technikami i żebym jak najszybciej doszedł. Bo tu ją już ręka po 5 minutach boli, tu szyja i szczeka już ją boli. Podczas zaspokajania dziewczyny ręką, może ona być w ruchu (i to czasami bardzo szybkim) 20 minut? Może nawet więcej. Podczas seksu oralnego leżymy z wygięta szyją czasami nawet przez godzinę. W życiu nie pomyślałem o tym, że jest mi niewygodnie albo, że mnie coś boli. Inaczej, zauważyłem, ale to było zawsze nieważne, bo chciałem żeby moja partnerka miała orgazm, żeby była zadowolona w pełni. Kolejna cudowny argument: „przecież ja nie wymagam, od Ciebie seksu oralnego, sam chcesz!” Tak, my faceci lubimy to robić, lubimy zaspokajać kobiety w ten sposób. Doprowadzenie was do orgazmu nie jest najprostsze, więc dokładamy wszelakich starań, żeby to się udało. Więc czy na prawdę nie musimy? Potem byłoby gadanie, że facet was nie zaspokaja i tak w kółko, bo wam się należy. Ja wiem, że nas facetów łatwiej doprowadzić do orgazmu, ale czy dlatego trzeba spocząć na laurach i nic nie robić? Z niektórymi kobietami seks wygląda jak seks z workiem ziemniaków, zero interakcji. To na prawdę nie jest satysfakcjonujące.

    Ile razy powiedziałyście, o facecie, że jest słaby w łóżku? Tak szczerze. Stwierdzacie tak czasami po jednym razie, fakt, może nie było najlepiej. Nie każdy jest Alfą i Omegą, nie każdy miał na swoim koncie wiele partnerek, więc  jakim cudem ma wiedzieć co zrobić, żeby było dobrze? Faceta na prawdę wystarczy trochę pokierować. Znacie swoje ciała, wiecie co wam sprawia przyjemność, więc ta wiedzę wystarczy przekazać. A jeśli nie znacie, to tym bardziej nie wymagajcie tego od faceta, który dopiero zaczął odkrywać jego tajniki! Ale hola hola, wiecie ile z was jest słabych, a wręcz tragicznych w łóżku? Zero jakiejś aktywności czasami, pasywa na całego, a np. zmiana pozycji? Na jeźdźca byłoby fajnie, po 5 minutach dziewczyna narzeka, że ją uda bolą, na pieska ręce od opierania się, więc automatycznie te pozycje się jej nie podobają, bo wymaga za dużo wysiłku. Jak Boga kocham, ja zacząłem więcej pompek robić, bo utrzymanie się w pozycji klasycznej przez długi czas to lekkie wyzwanie, a nigdy nie zdarzyło mi się narzekać.

    Dziewczyny, zaskoczcie swojego faceta, wyślijcie mu fajnego smsa kilka godzin przed spotkaniem, załóżcie coś ładnego, może pończochy? Jak przyjdzie to może tym razem zacznijcie od tego, że Ty będziesz go zaspokajać i zainteresujesz się wszystkimi przyjemnymi miejscami na jego ciele. Zainteresuj się tym, poczytaj, pooglądaj filmiki. Internet jest skarbnicą wiedzy. Nie mówię tu jednak o jakichś strasznych wymaganiach, jak głębokie gardło czy robienie tzw. lodzika z połykiem, może was to odrobinkę brzydzić, spoko. Zapewniam was, że facet będzie skakał wokół was jak księżniczki i traktował jak największy skarb. Dobrze układające sprawy łóżkowe są częścią udanego związku i z tym się chyba każdy zgodzi. Nie jest to ważne tylko dla nas facetów, kobiety też tego potrzebują, wiec  warto obustronnie aktywnie włączyć  się w prace nad tym, żeby było tam jak najlepiej ;)


    Swoja drogą ile z was dziewczyn kupuje prezerwatywy? Umiecie je w ogóle zakładać? To jest też kwestia do zastanowienia się. Bezpieczeństwo podczas seksu jest ważne dla obu stron, a dbanie o to ze strony kobiet mocno kuleje.

To tyle.

PS  Zanim napiszecie komentarz czy obelgę, a może się zgadzacie w niektórych sprawach, przemyślcie to co napisałem i jak to wygląda u was. Jak zaznaczałem na początku tekstu nie chce niczego generalizować, ale z zasady ostre przedstawienie sprawy bardziej trafia w ludzi i skłania do przemyśleń.

Dzięki za poświęcony lekturze czas ;)

niedziela, 23 października 2016

Ileś tam rzeczy, które wkurwiają w Zagrzebiu i w całej Chorwacji – część druga komunikacyjna

          Dziś troszkę o tym co się dzieje w zagrzebskich tramwajach i autobusach. Czy może być gorzej niż w Polsce? Oj zdecydowanie tak. Zapraszam do lektury drugiej części tego co wkurwia w Zagrzebiu. I tak jak poprzednio mam nadzieję, że się wam spodoba :D

2. Komunikacja publiczna.


             Tak, tak wiem. Spodziewacie się teraz pewnie serii hejtów na zjebanych ludzi w tramwajach i autobusach, tłok, bród, smród i ubóstwo. Czegoś takiego tutaj dziś nie będzie. Problem jest o wiele bardziej złożony niż mogłoby się wydawać. I chociaż sądzę, że znajdą się tacy, którzy uznają to za totalne pierdoły i czepialstwo, to ja dalej będę się upierać, że jest to mega wkurwiające. Zaczynamy od rozkładu jazdy.

Jaki może być problem z rozkładem jazdy? Może taki, że go kurwa nie ma. W tym kraju idąc na przystanek nie ujrzysz naszej swojskiej i przaśnej tabliczki z godzinami odjazdów autobusów. Co to to nie! Ba! Nie ujrzysz nawet listy linii autobusowych, które z danego miejsca odjeżdżają, w skrajnych przypadkach nie ma nawet nigdzie napisanej nazwy przystanku. Jak mieszkasz gdzieś od urodzenia, to znasz wszystko już na pamięć, ale tak jak dla mnie brak jakiejkolwiek informacji był niesamowitym utrudnieniem. W Internecie też nie jest fajnie. Nie podają godzin odjazdów z danego przystanku tylko z końcowych. Proszę mi powiedzieć, skąd mam do chuja wiedzieć, czy ten pierdolony autobus będzie jechał pięć czy pięćdziesiąt minut? Chyba czas zadzwonić do wróżki
.
                Dobra, autobus przyjechał. Wsiedliśmy i chcemy sprawdzić trasę, żeby upewnić się czy na pewno jesteśmy w dobrym pojeździe i dojedziemy dokładnie tam gdzie chcemy. Chodzisz jak ten idiota po tym busie, i co? Nie ma. Nie ma tablicy z przystankami. Panika, kierowca krzyczy, pasażerowie mdleją, zjeżdżamy na przeciwny pas, czołówka, śmierć_____________ No, ale dobra, bądźmy poważni. Nawet nie wiecie, jakie to jest wkurwiające. Osobiście nienawidzę, nie mieć pewności czy wsiadłem do odpowiedniego środka transportu. Żeby były, chociaż plakaty z ogólną rozpiską linii z danego końcowego, ale przeca że nie ma, bo kogo by interesowało dokąd jedziemy. No może na przykład mnie? Zanim zarzucicie mi czepialstwo, to wyobraźcie sobie, że jesteście w obcym mieście ze skrawkami tutejszego języka, macie dojechać na drugi koniec aglomeracji, a wiecie tylko, w jakim kierunku jedzie autobus czy tramwaj i nie posiadacie żadnych innych informacji. Zajebista perspektywa, czyż nie? Mam to tutaj codziennie.

                Ostatnia bulwersująca mnie sprawa jest, nawet dla mnie dość dużym zaskoczeniem. Wiecie czego się będę czepiał? Prędkości autobusów. O nie nie, nie tego, że jeżdżą za wolno. One jeżdżą szybko. Można by rzecz, że wręcz zapierdalają, zmieniając pasy i wymijając samochody jak pojebane. Zaraz pewnie podniosą się lamenty – „Hehe, ale jesteś zjebany, przecież zajebiście, że jeżdżą szybko to będziesz szybciej na miejscu”. Ja tak nie uważam. W Zagrzebiu po raz pierwszy bałem się o własne życie jadąc autobusem. Kierowcy nie mają za grosz poszanowania dla pasażera. No może nie wszyscy, ale całkiem sporo. Jadąc czuję się raczej jak towar, który trzeba przewieźć jak najszybciej z punktu A do B, niż jako człowiek - pasażer. Ruszanie z otwartymi drzwiami, hamowanie w ostatniej chwili przed przystankiem, tak że ludzie się przewracają, czy trąbienie na kogo popadnie to tutaj codzienność. Chociaż już powoli się przyzwyczajam to wciąż czasem nawiedzają mnie wizje rozbitego autobusu ze mną w środku. A ja nawet nie wiem jak po chorwacku jest „wyjście bezpieczeństwa”.


                To tyle na dziś. Dzięki za dobre przyjęcie mojego ostatniego wpisu. Mam nadzieję, ze ten też się wam spodoba. Tymczasem, uciekam nie robić sobie obiadu bo mnie na niego nie stać. Dlaczego dowiecie się już niedługo :D 
Szablon wykonała
Mayako
Głęboki Off